- Ty bardziej potrzebujesz faceta, który by Ci dawał kwiaty, zapraszał do kina i często przytulał, niż mnie. – stwierdził Nivellen, sącząc kac-wodę.
- Masz kogoś takiego na oku? – spytał, widząc, że Alienor milczy i patrzy gdzieś w bok.
- Nie.
- A masz plany wobec kogoś?
- Nie.
- Wobec mnie?
Tu Alienor przygryzła wargę i znowu uciekła wzrokiem w zieloną ścianę swojego pokoju. Co by powiedzieć? Przecież już wcześniej rozmawiali, że może kiedyś, na pewno nie teraz, bo ona dochodzi do siebie po Misiu, on chce się wyszaleć po 2letnim związku. Można było powiedzieć, że jakieś plany ma, ale mgliste i niepewne, zważywszy na tendencje Nivellena do nagłego i niezapowiedzianego znikania.
- Nie. A chciałbyś żebym miała? – Nivellen milczał. – Sam powiedziałeś, że nie chcesz się wiązać.
Potem odpowiedział coś, już Alienor nie pamięta co, co dało jej do myślenia, że może by chciał. Ale ona słabo zna się na facetach. Wkrótce on wyszedł, a ją to kłamstwo (czy może – rozminięcie się z prawdą) gryzło i gryzlo i kazało jej z nim porozmawiać.
Minął tydzień i za trzecim razem się dodzwoniła. Ale się pokłócili i chyba znów zniknął. Odezwie się za parę miesięcy. Może. Kiedyś nie odzywał się ponad rok, w sumie miał powód. Teraz kłótnia była syntezą jego złego humoru i jej przewrażliwienia. Ale kiedy powie się o jedno słowo za dużo, trudno zrobić krok w tył.
Może to listopad, może to zły układ planet (koty Alienor, które są spod tego samego znaku co Nivellen, też były akieś poirytowane i ciągle na siebie naskakiwały). Bo jak to w Nocy Listopadowej Wielki Książe się Makrota pyta:
Listopad to dla Polaków niebezpieczna pora?
Tego wieczora Alienor wysiadła z metra i zastała miłą niespodziankę: z nieba sypały się wielkie płatki śniegu. Śnieg to dla niej dobry znak. Będzie dobrze. Musi być.