Był Mętlik. Były uśmiechy. Były kłótnie i chęć ucieczki jak najdalej.
Było godzenie się i przegadana noc. Było zamieszanie kiedy działo się o wiele za dużo naraz.
Była duża awantura Współlokatorek która doprowadziła do długiej rozmowy z Rudym i jeszcze dłuższych przemyśleń.
Jest praca. Są całe dni nieodzywania się, a potem nagle coś, że potem jest odzywanie się. Jest to, że Alienor już nie wie czego chce. Czasem jest spokój, a czasem sporo papierosów i gryzienie się po palcach i płacz mała płacz.
Słowa są. Ale te słowa cóż mogą cóż mogą książę. Między słowami a czynami bywa spora różnica. Jest chęć pomocy i brak możliwości jej udzielenia. Czasem jest walenie głową w mur.
Jest sesja.
A co będzie? Czasem jest obojętne. Czasem nie. Na razie w tym miejscu jest duży znak zapytania. Gdzieś na pewno jest happy end.
happy end to mit, stopklatka, pauza przed sequelem. i sam nie wiem, czy gorsze papierosy czy popcorn
Ach, Foma jakiś mało pozytywny ostatnio.
A ja muszę wierzyć w happy end. Bo inaczej to idzie się poddać i załamać.
no przecież nie czepiam się ‘happy’ tylko ‘end’
A, to co innego
Ale ja potrzebuję “endu” dla pewnych spraw które się wloką jak ten żółw bez jaskółki na skorupie. A potem będzie “happy”. Chyba że znowu coś się stanie…
są takie reklamy: “bez endu”, podobno bardzo dobre…
znaczy się toto, bo reklamy niekoniecznie
zycie to sinusida. raz na gore raz na dole. coraz bardziej w to wierze.
Przepraszam za sarkazm, ale to bardzo odkrywcze, Kamilsien.
Ja mam sinusoidę odkąd pamiętam, zarówno jeśli chodzi o nastroje, jak i o sytuacje życiowe.
Ale ostatnio jest linia ciągła. W tych bardzo dolnych obszarach.